poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Radosna nowina

Ludzie kochani! Zdałam matmę na 3! Teraz bez stresu, zabiorę się za pisanie. Kto wie, może już dzisiaj wstawię nowy rozdział? Ale to na innym blogu (ten o więzieniu). Ale kurczę... wiem, że mało kto to przeczyta, ale muszę wam powiedzieć, że podobno na pisemnym poradziłam sobie najlepiej, tylko na ustnym  zjadł mnie stres. No i kto wie... może i 4 bym dostała, ale kit. 3 to jest coś! Teraz pójdę na rok do jakiejś policealnej i za rok matura. Nawet tak myślę, że w przyszłym roku będę miała lepsze wyniki z matury, niż gdybym teraz ją pisała. Oh... przepraszam, że tak chaotycznie, i w ogóle, ale nadal trzyma mnie adrenalina i euforia. Dziękuję za trzymacie kciuków! ;D I serdeczne pozdrowienia dla Nikii. Nawet nie wiesz, jak miło zrobiło mi się na sercu, kiedy przeczytałam twój komentarz :)

środa, 22 sierpnia 2012

Jeszcze trochę

Hej wam! Otóż... ja jeszcze żyję. Przepraszam, że tak długo nic nie daję, ale 27 sierpnia mam komisa z matmy i się do niego uczę, żeby nie powtarzać trzeciej klasy... mam wredną babkę, która stwierdziła, że nie poradziłabym sobie z maturą z matematyki. Cóż... durny powód, a koleżanka z klasy, która tak samo kumała matmę jak ja, napisała maturę powyżej 70 % :) Nauczycielka wie lepiej. Szczerze, to obawiam się, że może dać mi cholernie trudne zadania, żeby mnie udupić. Szkoda też, że pogubiła parę moich kartkówek. Bardziej boję się komisa od matury. Według mojego korepetytora spokojnie napisałabym maturę powyżej 50 %. No nic.. trzymajcie kciuki, bo po komisie zamierzam coś napisać i wrzucić :)                                          Cholera.. nie mam entera w klawiaturze, to trochę ciężko się pisze. Chciałabym jeszcze ochrzanić parę osób,  które pod jednym postem na moim blogu zaznaczyły "słabe" i "zabawne" moją wiadomość o problemach przyjaciółki. Nie wiem, czy to takie śmieszne jak ma się psychicznego ojca, który rzuca się na dziewczynę z pięściami. Śledzi ją i jej matkę, mimo że jej matka jest rozwiedziona z nim od maja. Ubliża jej, posądza, że truje mu obiad, każe jej robić jedzenie, wyzywa od ruskich dziwek i wiele innych. Po prostu niektórzy powinni się zastanowić nad tym jak coś klikają czy zaznaczają. Raczej wątpię, żeby taka sytuacja była zabawna. Chyba, że ktoś jest masochistą albo bawi go cierpienie innych. Do tego moja sąsiadka także ma porypanego ojca, który także rzuca się na nią z pięściami. Chciałabym się z nią spędzić trochę czasu, zanim wyjedzie za granicę do siostry, żeby uciec od swojego ojca. W takich chwilach, cieszę się, że mój ojciec jest normalny i mam u niego wsparcie. Wśród moich znajomi i przyjaciół naprawdę ciężko o w miarę normalnego ojca. Taka mała refleksja, że niektórzy mają naprawdę ciężko w swoim życiu.

środa, 21 grudnia 2011

Info/rozdział

Myślę, że w tym tygodniu powinien ukazać się nowy rozdział. Będzie też świąteczny bonus, ale to na www.prisoners-yaoi-naruto.blogspot.com
Tymczasem zapraszam na XV rozdział "W poszukiwaniu wybranki" na www.my-lord-naruto.blogspot.com :)

sobota, 17 grudnia 2011

One Lovely Blog Award

Dziękuję za nominację Mizuri :)

Regulamin:
1. Napisz u siebie podziękowania i wklej link bloggera, który Cię nominował.
2.Napisz o sobie siedem rzeczy.
3.Nominuj 16 innych osób(bez osoby, która Cię nominowała)
4.Powiadom bloggerów o nominacji.

Siedem rzeczy o mnie:
1. Jestem jedynaczką
2. Jeszcze nigdy w życiu nie byłam w żadnym związku (18 lat na karku)
3. Chciałabym odwiedzić Kubę, ponieważ mój tata mieszkał tam przez pewien czas.
4. Zostałam w tym roku pomylona z jakąś sławną gitarzystką i piosenkarką O.o.
5. Nienawidzę j.niemieckiego i ludzi, którzy patrzą jedynie na wygląd i oceniają ludzi jedynie po wyglądzie.
6. Kocham dzieci i po szkole zamierzam wkręcić się w pomoc w domach dziecka.
7. Kocham yaoi, fantasy, kryminały, skrzypce, pianino i lubię się przytulać :D

Blogi do nominacji (niestety 16 to ja nie znajdę i nie informuję tych, którzy zostali już nominowani)
1. http://pain-in-my-life.blog.onet.pl/
2. http://bcgroan.blogspot.com/
3. http://durante-vita-yaoi.blogspot.com/
4. http://neverturningback.blog.onet.pl/
5. http://sasuke-i-naruto-w-mroku-ciszy.blog.onet.pl/
6. Inne blogi, którę dopiszę do listy dziś wieczorem.

PS kolejność nie ma znaczenia. :)

Hehe... zaliczyłam wszystko! Mam spokój! Może coś napiszę ;)

niedziela, 27 listopada 2011

Przepraszam...

Przepraszam, że tak długo nic nie daję, ale nie mam rąk. Mam połowę napisanej notki , ale przez zbliżający się koniec semestru szkolnego, nie mam czasu. Przez korki i szkołę (w której siedzę do 17). Mam czas od 19 lub 20. Zabieram się za lekcję i padam ze zmęczenia :/. Może na święta uda mi się coś dodać, a potem dopiero po maturze... muszę zająć się tematem na maturę ustną. Temat: Sposób przedstawiania chorób psychicznych w literaturze. Bardzo ciekawy i zapewne napiszę kiedyś zrypane sasunaru. :D Ach... normalnie marzę o skończeniu szkoły, wtedy nie będę się martwić lekturami szkolnymi. Powiem tak: zaliczyć, to zaliczę maturę. Kwestia tylko na ile procent. Teraz od wtorku do soboty miałam próbne. 6.50 wychodziłam z domu
A teraz takie coś o mnie. Pewnie niektórzy wiedzą o mojej sytuacji w domu, i chcę wam powiedzieć, że od jakiegoś czasu jest nawet dobrze. Moja mama nie mieszka już ze mną i z ojcem. Nie mam kłótni od samego rana, przez które trzęsły mi się ręce. Alimenty trafiają do moich rąk własnych. Czasem jeszcze usłyszę przykre słowa, ale myślę, że jak się wyprowadzę do akademika lub do koleżanki, to określenie wyrodnej córki powinno zniknąć. Zresztą nie mogę znieść ciągłych ludzi, którzy przychodzą do mojego ojca. Sześć miesięcy i adios. W ogóle... postanowiłam, że pójdę na pedagogikę na trzy lata, a między czasie zrobię maturę z biologii i chemii, żeby pójść na medycynę (chcę zrobić specjalizację z psychiatrii), a jak się nie uda, to na psychologię kliniczną. Prawie to samo, ale nie ma się tylu uprawnień. :)

Wasza Zgred-chan, która jeszcze żyje i na pewno wróci.

piątek, 26 sierpnia 2011

Rozdział VII

Tę notkę zawdzięczacie Mizuri ^^. Dziękuję kochana za pogonienie mnie do wstawienia kolejnego rozdziału :) Może następny rozdział będzie szybciej, bo znów się nieco wkręciłam w opowiadanie, ale nie daję słowa, bo czeka mnie długi opis walki... cholernie trudno się takie coś pisze.
Zapraszam jeszcze na bloga : http://prisoners-yaoi-naruto.blogspot.com/ - dodałam tam nową notkę i przeprowadziłam się z onetu i na www.my-lord-naruto.blogspot.com - tam też ukazał sie nowy rozdział, ale parę dni temu ^^.

~~!~~


Nastał ranek. Słońce wstało, a razem z nim, gladiatorzy. Od samego rana nie próżnowali. Za rozkazem Orochimaru zjedli śniadanie i udali się do łaźni. Było to pomieszczenie okafelkowane z wieloma natryskami, do którego wpadały promienie słoneczne poprzez otwory zrobione w ścianach. Naruto stał pod natryskiem, mydląc się jakimś specyfikiem, przygotowanym przez służki Orochimaru. Dzisiaj był jeden z ważniejszych dni, po który miały odbyć się Wulkanalia, a Trak nie mógł pozwolić na to, aby Uchiha walczył z Bestią z Kartaginy. Ta walka należała się jemu, a nie jakiemuś gladiatorowi z potarganymi włosami i owianego bzdurną legendą.  

Po porannej toalecie znaleźli się z jednym z pokoi w domu Orochimaru. Niewolnice wcierały delikatnie w ich ciała olejki, zachwycając się ciałami gladiatorów. Trak nie czuł się z tym najlepiej, gdy jedna z dziewczyn zaczęła smarować jego uda. To było krępujące, zwłaszcza, kiedy widział pełny pogardy wzrok Uchihy, który bezwstydnie obmacywał jedną z niewolnic, posiadającą różowe włosy. Naruto pamiętał ją z nocy, kiedy wężowy Pan zrobił ucztę dla swoich wojowników. Wtedy też zarozumiały gal wybrał dziewczynę na nocne igraszki. Trakowi jednak nie było mu jej szkoda. Może, dlatego, że widział jak dziewczyna jest chętna do zabawy.

Prychnął pod nosem, zwracając na siebie uwagę służki, która spojrzała na niego pytającym wzrokiem.

- Czy… - zaczęła, ale Naruto spojrzał na nią beznamiętnie.

- Nic… - odpowiedział oschło. Nie miał zamiaru rozmawiać z kimkolwiek dzisiejszego dnia. Wciąż myślał nad walką z Mistrzem Kapui, którego nie cierpiał z całego serca. Był wściekły, że był wystawiony na początek Wulkanaliów, uniżając tym samym jego umiejętności i dumę. Widząc zaglądającego Orochimaru do pomieszczenia, wyrwał się od służki i podszedł do niego.

- Panie, chcę porozmawiać – z ledwością wydusił z siebie słowo „Pan”. Patrząc na bladą cerę właściciela domu dla gladiatorów. Orochimaru był niemal wyszykowany na dzisiejszą ucztę. Biała szata ciągnęła się do jego kostek zlewając się z jego skórą.

- Tak, Kyuubi? – uśmiechnął się wrednie, spoglądając na Traka z ciekawością. Musiał przyznać, że blondyn prezentował się godnie i na pewno wzbudzi niemałe zainteresowanie wśród zaproszonych gości.

- Chcę się zmierzyć z Mistrzem Kapui – powiedział pewnie, patrząc uważnie na swojego Pana. Orochimaru nie był tym faktem zaskoczony. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Trak nie cierpiał ówczesnego Mistrza Kapui. Zresztą mało, kto przepadał za tym pewnym siebie galem, którego nic nie obchodziło oprócz swojej własnej chwały i popularności. Mimo to jednak, Orochimaru dogadywał się z Uchihą. Bo w końcu jakby nie było, to on go stworzył.

- To jeszcze nie czas – odpowiedział. Wciąż mając na uwadze, że Trak był jego nowym nabytkiem o niewystarczającym doświadczeniu w walce na arenie. Nawet jego pamiętna walka na arenie z czteroma gladiatorami Zabuzy  nie mogła się równać z walką na arenie przeciwko Sasuke. To nie był ten poziom. Poza tym, musiał dbać o życie tegoż wojownika. W końcu małą sumę za niego nie dał.

- Jak to jeszcze nie czas? – spytał chłodno, z trudem utrzymując opanowanie. – Trenuję od rana do wieczora od dnia, w którym tu trafiłem. Przewyższam umiejętnościami nie jednego gladiatora, i to jeszcze nie czas? – zmrużył wściekle oczy, zaciskając pięści.

- Tak, dokładnie. Uzbrój się w cierpliwość i wracaj do swoich dzisiejszych obowiązków, to może następnym razem będzie ci dane walczyć z Uchihą – odparł, kończąc tym samym rozmowę i oddalając się od Traka.

Naruto przeklął w duchu Orochimaru.

#

Znajdowali się w wielkiej sali, wypełnionej ważnymi ludźmi. Ich zadanie polegało – jak to już wspomniał Ibiki - na staniu i prężeniu mięśni. Wokół Traka zebrał się liczny wianuszek rzymskich kobiet, które podziwiały jego ciało, głośno komentując. Nie inaczej było z Sasuke. Mistrz Kapui posiadał własne grono wielbicielek, które bezwstydnie dotykały jego ciała, chichocząc pod nosem. Mimo to, Uchiha nie był wystarczająco zadowolony. Spoglądał z niemal morderczym wzrokiem na blondyna, marszcząc nos w złości. Wcale nie podobało mu się to, że Trak szczycił się takim zainteresowaniem wśród ludzi, nie zasłużywszy sobie na to odpowiednio. W końcu to Sasuke był gwiazdą. Sławą domu Orochimaru. Najlepszym z gladiatorów o nieprzeciętnym intelekcie, boskim ciele i nieziemskiej urodzie.

- Ocho, widzę, że Uchiha nie w humorze – zagadnął do Naruto Kiba, który stał niedaleko niego, przyglądając się uważnie czarnowłosemu. Mimo tego, że chłopak na początku ich spotkania, przestrzegał go i Narę przed uściśleniem jakichkolwiek więzów głębszej przyjaźni, teraz sam został ich przyjacielem.

- Jak gdyby kiedykolwiek w nim był – odparł blondyn, uśmiechając się pod nosem i przenosząc wzrok na owianego sławą gala. Natknął się na jego czarne, przeszywające tęczówki, które spoglądały na niego groźnie.

- Patrzy się na ciebie jakby chciał cię zabić – szatyn przełknął głośno ślinę, odwracając wzrok od postaci bruneta. Speszył go ten krwiożerczy wzrok, który z Traka, przeszedł na niego. – Cholera Naruto, przez ciebie to on i mnie chce zabić! – niemal, że jęknął, patrząc w uparcie na jakiś wazon. Przeklinał siebie, że wdał się w taką przyjaźń z blondynem. Przez niego miał same kłopoty. Próbował się trzymać od niego z dala, kiedy niewiadomo jak, został wplątany w pewną aferę z blondynem, lądując w ten sposób w jakiejś dziurze, skąd uchachani gladiatorzy wyrzucali zawartość śmierdzących odchodów z wiader. W tamtym momencie naprawdę chciał zabić Traka. Ale to właśnie był punkt przełomowy w ich relacjach, który połączył ich ze sobą dosyć mocno. Mieli wtedy całą noc, aby się lepiej poznać, przebywając zatopieni do połowy pasa w odchodach. Dla Kiby był to najgorszy moment w życiu, później już nie dostawali tak ohydnych kar przez rozwiązły język Naruto. Najwyraźniej Trak nieco zwolnił z gadką, po tej śmierdzącej karze.

- On wszystkich chciałby zabić – powiedział spokojnie Naruto, który z wrednym uśmieszkiem wciąż patrzył wyzywająco w czarne tęczówki. Kiba spojrzał na niego jakoś ze zdenerwowaniem.

- Przestań! Zabijesz nas! – jęknął, zauważając jak Naruto wraz Sasuke mierzą się spojrzeniami. – Ty masz naprawdę nierówno pod Panteonem! Kładziesz się pod miecz pupilka bogów, na miłość bogów, przestań do cholery! – niemal krzyknął do ucha blondyna, który skrzywił się od ilości decybeli. Naruto spojrzał urażony na niego.

- Uwierz mi, że jedyna rzecz, która może cię zabić, jest twoje tchórzostwo – odparł, na co szatyn nieco się obraził, odpowiadając jedynie, że nie jest tchórzem.

Niedługo potem na środek sali wyszedł, Orochimaru z kieliszkiem wina w ręku i z zadowolonym uśmieszkiem na twarzy. Tuż koło niego stał dumnie Uchiha, który patrzył przed siebie, nie zwracając najmniejszej uwagi na swoich kolegów.

- Drodzy goście! – odezwał się donośnym głosem długowłosy mężczyzna, zwracając na siebie uwagę ludzi – Rozkoszowaliście się moim jedzeniem i winem, zadawalając swoją obecnością moją piękną żonę – tu wskazał rękę na biuściastą kobietę o długich blond włosach, która uśmiechnęła się w stronę męża, unosząc kieliszek. – Ale przechodząc do setna sprawy. Chciałbym wam przedstawić moich faworytów na jutrzejszym święcie…

Kiba ponownie spojrzał na blondyna, który uśmiechał się z satysfakcją wymalowaną na twarzy.

- Bogowie, o czymkolwiek myślisz, przestań! – szepnął przerażony.

Naruto spojrzał na niego rozbawiony.

- Co planujesz? – spytał Nara, który także niepokoił się o Traka. Już zdążył się przyzwyczaić, że mężczyzna był nieobliczalny w swoich poczynaniach i miał lekką obsesję na punkcie Uchihy.

- Za chwilę się przekonasz – odpowiedział, wciąż się uśmiechając i przenosząc wzrok na Uchihę.

- Sasuke, Mistrz Kapui – dało się słyszeć głos Orochimaru, który przedstawiał swojego najlepszego wojownika – wkroczy jutro na piach, aby zmierzyć się z … - nie dokończył swojej wypowiedzi, kiedy Trak niespodziewanie rzucił się na Uchihę, powalając go na ziemie i usiłując uderzyć gala pięścią. Właściciel domu gladiatorów zaskoczony spojrzał na swoich wojowników, klnąc soczyście pod nosem i wyzywając Traka od debili w duchu.

Tłum gości zawrzał, nawoływując wojowników do dalszej walki. Obserwowali z zafascynowaniem jak Naruto uderzył pięścią w twarz bruneta, który z kolei zrzucił go brutalnie na ziemię i wstając na równe nogi, by chwilę później zrównać się wraz z Trakiem, w którego wymierzył silny cios w brzuch. Blondyn syknął z bólu, z trudem unikając kolejnego ciosu Sasuke. Niestety następnego ataku nie odparł. Uchiha rzucił się na jego plecy, przyduszając go przedramieniem i zakładając mu dźwignię. Naruto wyprostował się w miarę możliwości i rzucił się o ścianę w taki sposób, aby brunet uderzył boleśnie o ścianę, rozluźniając nieco uścisk.

- Stop! Wystarczy! – krzyknął podenerwowany Orochimaru, który starał się opanować – rozdzielić ich! – rozkazał, by chwilę później jego ochraniarze odciągnęli od siebie wojowników; Długowłosy nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy, ale widząc zainteresowanie gości, postanowił brnąć dalej – Hah! To tylko przedsmak tego, co się wydarzy w jutrzejszym dniu! Widzicie tą żądze władzy w ich oczach? Tą chęć wylania krwi? – pytał się tłumu, wskazując na gladiatorów – Jutro! – krzyknął raz jeszcze – Będziecie świadkami tej walki na arenie. Ich spór zostanie rozwiązany pięściami i mieczem!

Na te słowa Trak jedynie się uśmiechnął z satysfakcją.

#

- Mógł zniszczyć przyjęcie! – krzyknęła podenerwowana kobieta, która czesała swoje blond włosy grzebieniem zrobionym z drewna. Siedziała na krześle patrząc na swojego męża, który stał koło okna. – i zamiast kary zostaje zaszczyt walki z Uchihą?! – prychnęła.

- Sama widziałaś, że goście byli zadowoleni. – mruknął zły – Poza tym, musiałem to jakoś wytłumaczyć – potarł dłonią o czoło, czując mętlik w głowie. Trak przyprawiał go o niemałe kłopoty.

- To zwierze, a nie gladiator! Po cholerę chciałeś go mieć?! Nie widzisz jak niszczy twoją reputację? – mówiła dalej, sięgając po kieliszek wina i upijając z niego parę łyków.

- Tsunade, kochanie – zmiękczył swój głos, próbując uspokoić swoją żonę – Właśnie, dlatego go chciałem. Jest nieprzewidywalnym i ma to coś wyjątkowego….

- Chyba wyjątkową głupotę w nim ujrzałeś – burknęła, na co Orochimaru się uśmiechnął.

- Chodziło mi o inną wyjątkowość, ale nie zaprzeczę, że trzeba być wyjątkowo głupim, aby pchać się pod nos Sasuke. Mam nadzieję, że wykaże się nieco większą inteligencją na arenie, bo czuję, że mógłby być świetnym wojownikiem. Posiada to, co każdy Trak, czyli wolę walki – podszedł do kobiety, składając jej pocałunek na karku – jeszcze pieniądze się nam zwrócą.

#

Siedzieli w ciemnej celi, oświetlonej tylko od niewielkiej poświaty światła od znajdującej się na korytarzu pochodni. Naruto dzielił celę z Kibą, który patrzył na niego z dziwną miną.

- Nie wiem czy mam ci gratulować czy współczuć – odezwał się, wciąż przyglądając się uważnie Trakowi, który tylko uśmiechnął się kpiąco.

- Rób jak uważasz, ja jestem zadowolony – odparł spokojnie, wywołując grymas na twarzy szatyna.

- Pff… ciekawe czy byłbyś taki chętny do walki z Madarą – odezwał się głos z innej celi. Należał on do mężczyzny z rudymi włosami i tatuażem na czole. Naruto pamiętał, że kiedyś wymienił z nim kilka zdań i na tym się to skończyło.

- A kto to Madara? – zapytał zainteresowany, odwracając głowę w kierunku głosu.

- Staniesz jutro do walki przeciwko Sasuke, a nawet nie znasz historii areny – prychnął rudowłosy, patrząc kpiąco w oczy blondyna. – Madara jest znany jako jeden z najsilniejszych gladiatorów, jaki kiedykolwiek stąpał po arenie. Ludzie się go bali i niektórzy padali tylko od jego spojrzenia… ci mieli szczęście. Madara słynął z tego, że żadnej walki nie przegrał. Mówią, że nawet raz walczył z setką ludzi… - zaczął tłumaczyć – i żaden z nich nie przeżył. – dodał grobowym akcentem, kończąc opowieść.

Naruto uśmiechnął się drwiąco.                                        

- To tylko głupia legenda… - odparł. Ci wojownicy naprawdę byli naiwni w jego oczach.

- Madara nie jest legendą – pochwycił temat Kiba. – On nawet nie był człowiekiem… - szepnął, przybliżając się do blondyna – Mój ojciec mówił mi, że zanim zrezygnował z walk, to tylko jeden człowiek przeżył z nim pojedynek. – coraz bardziej ściszał głos, jakby się bał, że ktoś może usłyszeć ich rozmowę.

- I żyje pośród nas z batem w ręku – dodał jeszcze mniej entuzjastycznie rudowłosy, który kątem oka zauważył przystającego koło ich cel, Ibikiego.

- Jutro – odezwał się chłodny, głęboki głos, który przerwał wieczorne opowiastki wojowników – Wielu z was wkroczy na arenę po raz pierwszy – powiedział, patrząc na Kibę – a niektórzy – tu zawiesił głos, przenosząc wzrok na postać blondyna – po raz ostatni.

niedziela, 19 czerwca 2011

Rozdział VI

Dodaję nowy rozdział. Mam nadzieję, że nadal czytacie to opowiadanie, tylko z lenistwa nie komentujecie... Szczere komentarze bardziej motywują mnie do pisania, bo wiem, że mam dla kogo pisać :) Chciałabym, abyście podzielili się swoimi prośbami/uwagami ze mną. Czy odpowiadają wam opisy (ich długość), dialogii (za mało, za dużo), relacje bohaterów (w sumie dopiero się zaczną za 2/3 rozdziały), może chcecie, abym skupiła więcej uwagi na pozostałych bohaterach? Orochimaru, Shikamaru, Kiba... Co byście zmienili w tym opowiadaniu? Czy odpowiada wam dłogość rozdziałów. Chcę jakość iść do przodu w pisaniu, ale trochę mi trudno bez waszej pomocy.
Dla osoób, które czytają moje inne blogi, zapraszam na nowe rozdziały na:
www.my-lord-naruto.blog.onet.pl
www.milosc-jak-pozytywka-narusasu.blog.onet.pl
Może jeszcze dziś lub jutro dodam nowy rozdział na www.prisoners-yaoi-naruto.blog.onet.pl

~~!~~


Naruto patrzył na to z niemałym zdziwieniem. Orochimaru potrafił zadbać o swoich wojowników.

- W sumie takie życie nie jest złe – odezwał się Kiba, przypatrując się hulającym w najlepsze gladiatorom. Pili w najlepsze, zanosząc się, co chwile śmiechem – Gdyby tylko nie te zabójcze treningi – jęknął, ziewając.

Naruto nie skomentował tego. Dla niego takie przyjemności były mało znaczące. Może, dlatego, że był Trakiem i miał inne wartości, niż ci wszyscy Rzymianie razem wzięci? Może, ale przede wszystkim liczyło się coś innego, a mianowicie wolność i zabicie Legata. To było na początku jego listy celów, do których dążył. Nie miał czasu na głupie zabawy. Bo tak można nazwać to, co robili wojownicy Orochimaru w chwili obecnej.

- Idę spać – mruknął, niezainteresowany. Już dość się napatrzył na pijanych i uprawiających seks gladiatorów. Miał tylko wielką nadzieje, że nikt nie wtargnie na jego łóżko z nieprzyzwoitymi propozycjami. Chciał się wyspać dzisiejszej nocy, choć podejrzewał, że będzie ciężko, zważywszy na panujące jęki dookoła.

Dni mijały. A z każdym następnym zachodem słońca, czuł, że jest lepszy i silniejszy. Doktorek go nie oszczędzał. Ledwo się wysypiał, ale nie narzekał. Ważne, że zbliżał się powoli do swojego celu. Celu stania się silniejszym i wytrwalszym. Czas mijał w miarę szybko. Nie spostrzegł nawet, kiedy nastał dzień testu na stanie się wojownikiem domu Orochimaru.

- Dziś – odezwał się wysoki głos długowłosego mężczyzny. Stał na balkonie, wznoszą ręce ku górze jakby głosił jakieś ważne kazanie – nastał wasz dzień sądu. Zobaczymy, który z was jest godzień, aby dostać znak tego domu. – podniósł metalowy pręt z końcówką wyrobionego O.

Wszyscy ustawili się w szeregu, czekając na rozkaz Ibiki’ego. Mężczyzna przechodził obok nich, wybierając pary, które miały stanąć razem do pojedynku. Kiba trafił na Kankuro, Shikamaru na Dosu, a Naruto jak można było się spodziewać, na Mistrza Kapui, Sasuke. Trak podejrzewał, że Doktorek zrobił to specjalnie, aby pokazać mu, do czego jest zdolny prawdziwy gladiator. Nie przejął się jednak tym, choć pewnie ktoś inny na jego miejscu jęknął by ze strachu o swoje życie. Ale pewnie też nie każdy zdawał sobie sprawę, że dnia poprzedniego Pan Mistrz ostro zabalował z butelką wina, upijając się do nieprzytomności. Oczywiście z małą pomocą. Naruto doskonale wiedział, że Uchiha dnia dzisiejszego jest w kiepskiej kondycji. Cóż.. kac to morderca, jak to mówią.

Nadeszła jego kolej, na którą tak długo czekał. Wydawało mu się, że walki innych przeciągały się w nieskończoność. Stanął na desce, położonej dwa metry nad ziemią. To na tym, nowi mieli wykazać się sprytem, albo jakimś talentem, który mógłby ich trzymać w domu Orochimaru jako wojowników, a nie jako mięso dla wygłodniałych bestii.

Zanim dano sygnał rozpoczęcia walki, poprawił tarczę i miecz w ręku. Wystawił prawą nogę do przodu, a lewą do tyłu, opierając na niej ciężar ciała. Musiał pamiętać, że jak przeciwnik był blisko jednej z nóg, to trzeba było oprzeć na niej cały swój ciężar ciała, aby napastnik nie wykorzystał okazji do podhaczenia kończyny, w celu przewrócenia przeciwnika na ziemie. Równało się to z końcem pojedynku.

Spojrzał na Sasuke, który starał się zamaskować nienajlepszą kondycję dzisiejszego dnia. Uśmiechnął się pod nosem, widząc jego mizerne próby. Widocznie bogowie mu sprzyjali.

Dźwięk uderzającego miecza w tarczę, zasygnalizował rozpoczęcie walki. Trak nie zamierzał się wysilać. Podszedł ostrożnie w stronę Uchihy, trzymając twardo miecz w ręku. Miał już plan, jak zabrać się za skacowanego gladiatora, który ledwo utrzymywał równowagę na kawałku drewna. Zbliżył się do niego na odległość około dwóch metrów i uśmiechnął się do niego kpiąco, co zadziałało niczym czerwona płachta na byka. Sasuke ruszył w jego stronę. Naruto tylko na to czekał. Rozluźnił ucisk na tarczy i rzucił nią w zaskoczonego bruneta. Miał teraz okazję, aby podbiec do gladiatora i podhaczyć mu nogę, tak, aby Mistrz Kapui spadł hukiem na ziemię. Trak wychylił głowę, spoglądając z rozbawieniem na leżącego i wściekłego Uchihę.

- Jeszcze się doigrasz, Traku – usłyszał głos, który należał do Doktorka. Najwidoczniej go przejrzał, ale za bardzo się tym nie przejmował. Ważne, że skompromitował zarozumiałego Sasuke. – Tak łatwo ci nie odpuści.

- I o to chodzi – uśmiechnął się z zadowolenia, spoglądając na Doktorka, który pokiwał z politowaniem głową. W gruncie rzeczy, Ibiki nie był taki groźny, na jakiego się kreował przy nowych. Po prostu kierował się czystą psychologią, według której ludzie wyrabiają sobie zdanie na temat danej osoby na pierwszym spotkaniu. Tak, więc groźna postawa mężczyzny, budziła szacunek nawet, jeśli których z wojowników się z nim zaprzyjaźnił. A wszystko to, dzięki pierwszemu wrażeniu.

Ten dzień był początkiem jego nowej drogi. Na jego ręku został wypalony znak domu Orochimaru.

Jego oczekiwania nie ziściły się. Myślał, że jego pozycja podniesie się nieco do góry, że będzie brany bardziej poważnie. Niestety, mylił się. Gadka, że kiedy wypali się znak na skórze wojownika, czyni go bratem reszty gladiatorów była bujdą. Trzeba było wygrać kilka walk na arenie, aby zyskać, jako taki szacunek w oczach starszych wojowników. Wciąż byli pomiatani przez bandę Sasuke, który jak podejrzewał Doktorek, odpłaci się za porażkę. Wystarczyło poczekać na deszczowy wieczór, aby Uchiha wraz z bestią z Kartaginy, bo taki przydomek zyskał jego przyjaciel Neji Hyuuga, przywiązali go na dworze w czasie ulewy, zakneblując mu usta jakąś szmatą. W efekcie musiał czekać na wschód słońca, aby których z jego kolegów mu pomógł. Niestety doprawił się tamtej nocy uporczywego kataru, który nadal nie chciał odejść. Wracając jednak do bestii z Kartaginy. Skąd wzięła się ta ksywa? Otóż, jak słyszał od Nary, legenda głosi, że Neji, jako jedyny przeżył starcie swojego plemienia z innym plemieniem. Został on sam i pięćdziesięciu wrogich wojowników. Zabił ich wszystkich, ćwiartując ich ciała na małe kawałeczki i jedząc ich mięso przez parę dni.

Naruto nie wierzył w tę brednię. Tak samo jak nie wierzył w bogów i w przeznaczenie. To człowiek decyduje o swoim losie i nikt inny nie miał wpływu na jego życie.

Trak jednak nie musiał czekać długo na kolejną okazję do walki. Za parę dni miało się odbyć święto Wulkanaliów, związku, z czym, Orochimaru postanowił wystawić swoich wojowników do walki. Oczywiście ten stary gad miał w tym swój interes. Nie było to tajemnicą, że mężczyzna starał się o wyższą pozycję w Rzymie, a od czegoś trzeba było zacząć. W przypadku Orochimaru, było to podlizywanie się.

- To jak wyglądają walki? – spytał, dosiadając się do Nary i Inuzuki. Mieli teraz przerwę i odpoczywali w cieniu – wiecie, kto, z kim walczy?   

- Jeszcze nie – odparł Shikamaru – Dziś w nocy ogłoszą, kto i z kim walczy – mruknął, obserwując białe kłębki dymu, które wędrowały po niebieskim sklepieniu nieba. Przypominały w tej chwili zarysy kontynentów ziemi. Westchnął na te porównanie.

- Ciekawe, z kim będzie walczył Sasuke – Shikamaru mógł przysiądź, że widział błysk w oku Naruto. Czasem się zastanawiał, czy jego kolega jest w pełni normalny, bo przecież nikt o zdrowym umyśle nie wpakowywał się pod nos Uchihy.

Kiba spojrzał na Traka jak na obcą osobę.

- Czy ktoś ci kiedyś zrobił krzywdę w dzieciństwie? – spytał się, przypatrując się blondynowi uważnie. Uzumaki spojrzał na niego zdziwiony.

- Nie. Skąd takie głupie pytanie? – spytał, nie rozumiejąc toku myślenia mężczyzny z tatuażami na policzkach.

- Zachowujesz się jak masochista, zadzierając na każdym kroku z Uchihą. Czy to naprawdę przynosi ci przyjemność? – spytał, ze skwaszoną miną. Kompletnie nie rozumiał poczynań Traka.

- Największą na świecie – uśmiechnął się kpiąco blondyn – nie ma nic zabawniejszego od poirytowanego Mistrza – zaśmiał się, zwracając na siebie wzrok reszty gladiatorów.

- Masochista, normalnie – skwitował Kiba, widząc śmiejącego się Naruto – Masz na bani, ja bym nigdy nie chciał się z nim zmierzyć. – zmrużył oczy – Aż zadziwiające jest to, że jeszcze żyjesz – dodał ciszej. – po tym, co ty mu odpierdalasz. Ja bym to cię chyba na kwaśne jabłko zbił.

Trak nieco się uspokoił i spojrzał na kolegę.

- Tylko by spróbował, to by go gad na kompot przerobił – uśmiechnął się perfidnie, wstając na nogi – idę trzymać kondycję – powiedział, opuszczając dwóch szatynów w cieniu.

Noc nadeszła szybko. Słońce zaszło za horyzont, ustępując miejsca księżycowi, który zawisł nad głowami gladiatorów. Była to pora na wyczytanie listy.

- Zbiórka! – krzyknął Ibiki, pojawiwszy się na polu treningowym. Stał wyprostowany, trzymając w prawej ręce pewien zwój. Czekał, aż wszyscy wojownicy się ustawią, aby przeczytać listę pojedynków na Wulkanalia. Kiedy zapanował spokój, przeszedł do wyczytania gladiatorów – Trak i Kiba, Sai i Lee, Nara i Chouji – wyczytywał w kolejności jeszcze parę par wojowników – a na koniec dwie wisienki – uśmiechnął się z zadowolenia – Mistrz Kapui oraz Bestia z Kartaginy – zakończył czytanie ku uldze wojownikom. Wszyscy byli niemalże zadowoleni oprócz Traka, który jednak liczył, że to on stanie do walki z Uchihą. – A, i jeszcze jedno – odezwał się Doktorek – Jutro mamy gości. Będą to bogaci Rzymianie, których zaprosił Pan Orochimaru. Macie się dobrze sprawować, bo będziecie jutro główną atrakcją domu. Orochimaru liczy na wdzięczność i zadowolenie swoich gości, którzy będą jutro opuszczać progi tego miejsca. Więc bez żadnych szopek – ostrzegł – To dotyczy się szczególnie ciebie, Traku – zwrócił się do Naruto, posyłając mu groźne spojrzenie.

- Eee – odezwał się Kiba – a co my mamy właściwie jutro robić? – zapytał.

Doktorek uśmiechnął się pod nosem.

- Dobrze się prezentować – odparł. – Stać, prężyć mięśnie, nie bić się i najlepiej się nie odzywać. Ale pewnie i to sknocicie – mruknął pod nosem. – Z rana nasmarujcie się olejkiem, musicie dobrze wyglądać. Od tego zależy wasza wypłata – dodał.

Gladiatorzy spojrzeli wilczym wzrokiem na Naruto. Od dawna było wiadomo, że nie przepadali za nim, zwłaszcza, kiedy zbierali kary za jego zachowanie. A zdarzało się to dosyć często, niektórzy twierdzili, że nawet za często. Niestety Trak, nic z tego sobie nie robił. Robił, to, co mu się podobało. Nie przerażały go spojrzenia umięśnionych, wściekłych mężczyzn, którzy jak gdyby tylko mogli, rzuciliby się na niego, związując go sznurem i wrzucając do dziury, zakopawszy go żywcem.



~~!~~

niedziela, 5 czerwca 2011

Rozdział V

Dzisiaj nowy rozdział. Wybaczcie, że krótki, ale to taki wstęp do kolejnych, ciekawszych wydarzeń ^^.

~~!~~

Naruto spojrzał na swoją miskę, by po chwili przenieść wzrok na szczerzącego się osobnika o bladej cerze. Zacisnął usta w cienką linię i wstał, podążywszy w kierunku bruneta.
- Aż tak ci do śmiechu, gnido?! – syknął wściekle, patrząc w czarne, rozbawione tęczówki Uchihy. Nienawidził tego faceta, bo uważał siebie za władcę świata. W dodatku, za wiele sobie pozwalał.
- Żebyś wiedział. Nie ma nic zabawniejszego od tak skrzywionej mordy w środku dnia. Po prostu, boki zrywać – odpowiedział kpiąco, unosząc ironicznie kącik ust. Naigrywał się z chłopaka, czekając na jego reakcję.
- Wolę mieć skrzywioną mordę, niż mieć impotencje umysłową – uśmiechnął się z rozbawieniem, widząc gniew malujący się na twarzy wroga. Nie zamierzał pozwalać na takie posunięcia ze strony gladiatorów.
- Nie pozwalaj sobie! – syknął, przybliżywszy się do chłopaka i podtykając mu ostrze nożu pod brodę. – I co, nadal taki odważny? – zaśmiał się psychopatycznie, patrząc w niebieskie oczy nowego skazańca.
Naruto spojrzał z politowaniem na mistrza Kapui. Jego brwi powędrowały do góry, a wyraz twarzy pozostał obojętny.
- Spróbuj mnie tylko tknąć, a pożałujesz – syknął. Nie zamierzał kapitulować. To nie było w jego stylu. Zresztą był wodzem Traków, którzy zawsze walczyli do końca i nigdy nie uciekali z pola bitwy.
Uchiha spojrzał na niego wściekle. Nie podobała mu się odpowiedź nowego.
- Porachuję ci wszystkie kości na arenie – szepnął, patrząc wyzywająco w jego oczy – o ile będziesz godny, by się ze mną zmierzyć – uśmiechnął się jeszcze perfidniej, przybliżając swoją twarz do ucha Uzumakiego, tak by nikt nie mógł usłyszeć jego słów – i o ile przeżyjesz.
- Możesz być pewny, że nie zginę, dopóki cię nie zabiję – odpowiedział pewny siebie, nie zająkawszy się.
- Trzymam za słowo – posłał mu jeszcze kpiący uśmieszek i zabrał nóż z gardła blondyna. Odszedł od niego pewnym krokiem, kierując się na pole treningowe. Naruto na ten widok zacisnął mocniej usta. Zazdrościł mu, że może pracować nad swoją techniką walki na przyszłe zawody. Był świadomy, że z takim stanem ciała, jakim dysponuje w chwili obecnej, to Orochimaru go nie puści. Jedynie, co mu pozostało to przyglądanie się walce gladiatorów, analizując każdy ich najmniejszy ruch. Każdy z nich posiadał jakąś słabszą stronę w pojedynku. Takie informacje mogłyby mu się przydać w przypadku, gdyby musiał stanąć do walki z jednym z nich. I mimo uważnych obserwacji nie zauważył nic, co mogłoby być piętą Achillesa w stylu walki Uchihy. Był idealny w każdym calu. Jego ciosy były jakby w pełni przemyślane, dokładne, szybkie. Poruszał się z niezwykła zgrabnością, unikając raz po raz ataków zadawanych przez jego przeciwnika.  Ta mała scena imitacji walki na arenie tylko uświadamiała Naruto, że jak tylko wróci do zdrowia, to będzie musiał się ostro zabrać do treningów. 
Minął tydzień odkąd trafił do domu Orochimaru dla gladiatorów. Mógł już od paru dni uczestniczyć w prawdziwym męczącym treningu. Doktorek nie oszczędzał ich, wręcz przeciwnie, wyciskał z nich siódme poty, by ze zmęczenia padali na twarz. W przenośni jak i dosłownie. Do tego uderzał batem w plecy za każdą pomyłkę i „obijanie się”. Wydawało się, że dla tego człowieka nie istnieje słowo „odpoczynek” czy „przerwa”.  Bywało też czasem, że potrafił przyjść nocą do nowych rekrutów, aby zabrać ich na trening trwający do białego rana. Oczywiście nie mieli wtedy przerwy tylko od razu zaczynali trening z resztą wojowników. Miało to na celu wzmocnienie wytrzymałości, jak powiadał Doktorek.
- Wzmocnienie wytrzymałości, pff! – prychnął Kiba, siadając ze zmęczenie koło Naruto. Z jego czoła lał się pot, który starał się wytrzeć w rękę.
- Nie narzekaj, mogło być gorzej – odpowiedział Uzumaki, który wziął kęs chleba do buzi. Jeszcze nigdy jedzenie mu tak nie smakowało jak tutaj. Widocznie głód potrafił zdziałać cuda.
- Gorzej? – spojrzał na niego dziwnie – Gorzej już być nie może! – niemal krzyknął z podrażnienia.
- Tak, mógłby na przykład nie wziąć dla ciebie jedzenia – odparł między przerwami na żucie kromki chleba moczonej w owsiance. – Masz – podał mu miskę z płynem i spory kawałek chleba. – Póki masz jedzenie, to nie narzekaj – poradził mu.
- Ale żarcie to mogliby dać lepsze – mruknął drugi niewolnik, który jak do tej pory nie udzielił się w konwersacji Naruto i Kiby. Był to Shikamaru Nara. Człowiek z głową nie od parady. Inteligentny, silny a jednak leniwy i marudny. Chyba, jako jedyny obrywał najwięcej od doktorka za swoją leniwość i odpoczynki. Twierdził, że musi być wypoczęty, aby ćwiczyć, co oczywiście Doktorek komentował złośliwie. Mimo to, wywiązała się między nimi jakaś nić sympatii czy czegoś podobnego. Ale być może tylko, dlatego, że obaj byli Rzymianami.  Trzeba jeszcze dodać, że Shikamaru nie był byle, jakim niewolnikiem, ale był generałem wojska rzymskiego, który za niewykonanie rozkazu przełożonego, trafił na ustawiony handel, by później służyć w domu Orochimaru na dwa lata. Miało to go nauczyć posłuszeństwa jak mówił, ale trudno zmusić takiego człowieka do czegokolwiek.
Naruto westchnął. Minął jedynie tydzień tych męczarni, a on nawet nie miał siły, by sprowokować Uchihę do walki. Twierdził, że mimo braku wyszkolenia w stronę gladiatora, potrafiłby pokonać Sasuke. Jednak z wycieńczenia było to niemal niemożliwe. Widocznie Ibiki przyjął słowa Orochimaru poważnie. To znaczy „Wyszkol go jak najlepiej, dużo za niego zapłaciłem”. Prychnął, przypomniawszy sobie słowa jego nowego właściciela.
Odsunął tą myśl na drugi tor, podsumowując to jedynie korzyścią dla siebie. Im lepszy trening, tym szybsze stracie z zarozumialcem z górą mięśni.
Dzisiaj nowi mieli chwilę przerwy. Wiązało się to z przygotowaniem gladiatorów w jakiejś pokazowej walce na prośbę przyjaciela Orochimaru. Oczywiście w pokazówce musiał wziąć udział mistrz Kapui. Zgrzytał zębami na każdą wspominkę na temat tego człowieka.
- Słuchasz nas? – przed jego oczami machnęła ręka Inuzuki. Spojrzał na niego pytająco. Chyba się trochę zamyślił.
Kiba przewrócił oczyma.
- Za trzy tygodnie mamy testy na gladiatorów – powtórzył. – Będziemy walczyć z gladiatorami i jak wygramy, to wypalą nam znak domu tego wężowatego – dodał z przekąsem. Trzeba wiedzieć, że szatyn nie pałał sympatią w stronę Orochimaru. Nazywał go skąpcem, który karmi wojowników papką dla dzieci.
- To może zmierzę się z Uchihą – uśmiechnął się pod nosem.
- Tylko ciebie to może cieszyć – skomentował mężczyzna z tatuażami na policzkach. – Masochista – skwitował krótko i wziął ostatni łyk owsianki.
- Oby spełniło się twoje marzenie – mruknął Nara, leżąc na ziemi z przymkniętymi oczami – To byłoby zbyt upierdliwe walczyć z Uchihą.
*
Pod wieczór było spokojniej i jakoś inaczej. Przyjemny chłód, rześki wiaterek i promienie zachodzącego słońca były miłą odmianą od skwarzącego słońca w południe. I nawet trening pod batem Doktorka był przyjemniejszy, kiedy w pobliżu nie znajdowali się „prawdziwi” gladiatorzy. Mógł się przez to bardziej skoncentrować na szkoleniu nowych wojowników, dając im wskazówki.
- Szybciej! Uważaj na tył! Przeciwnik tylko czeka, aby cię od tyłu zaatakować! – krzyczał raz po raz uwagi, przyglądając się starciu nowych. – Ty! – krzyknął, wskazując głową na Naruto – Jesteś w gorącej wodzie kąpany, więc pokażę ci prawdziwe starcie – uśmiechnął się, zasięgając po swój miecz z pochwy. – No dalej – pośpieszył zdziwionego blondyna.
Na twarzy Traka zagościł usatysfakcjonowany uśmiech. Sięgnął ręką po swój miecz i stanął w pozycji gotowej.
- Taki nieposłuszny szczeniak, a nawet walczyć nie potrafi. I do tego chce walczyć z mistrzem Kapui – zaśmiał się – porywasz się z motyką na słońce, Traku – prowokował go, czekając na atak furii od strony Naruto. Nie czekał nawet długo, kiedy wściekły wojownik zaatakował go mieczem. Był to jednak tak przewidywalny ruch, że Ibiki go odparował. – trochę kreatywności nie zaszkodzi – uderzył mieczem pod kąt w broń blondyna, odrzucając jego ostrze daleko do tyłu. Zdezorientowany Trak spojrzał na lecący miecz, nie spodziewając się ataku ze strony Doktorka. Ibiki wykorzystał dezorientację wojownika, przybliżając się do niego i podhaczając mu nogę w takim miejscu, że Naruto upadł na piach. Doktorek przyłożył mu miecz do gardła – Gotowość i spokój w czasie bitwy. Tylko to uratuje twój tyłek od śmierci – powiedział, patrząc mu w oczy – albo – tu zwrócił się do reszty wojowników – dwa palce, które symbolizują poddanie się – uśmiechnął się jeszcze kpiąco w stronę blondyna, pokazując mu dwa palce i oczekując reakcji od strony pokonanego.
Naruto jednak nie zamierzał pokazywać tak kompromitującego znaku, więc z zaciętością patrzył w oczy Doktorka.
- Dzisiaj ci daruję, Traku – powiedział, zabierając ostrze z gardła blondyna i podając mu pomocną dłoń – Ale tam na arenie, może nie być innego wyjścia.
Naruto wstał z ziemi, otrzepawszy się z piasku i patrząc wilkiem w stronę zadowolonych kolegów.
- Ktoś tu przecenia swoje możliwości – usłyszał.
-Zamknij się – warknął, udając się w stronę słupa z drewna, aby na nim wyładować swoją złość.
*
Parę godzin później dało się usłyszeć roześmiane głosy gladiatorów wracających z walki. Wszyscy szczęśliwi, żywi i podpici, robili hałas na terenie domu Orochimaru. Najwidoczniej Pan ich wynagrodził za pracę, częstując ich alkoholem i kobietami, których było pełno w specjalnej chacie dla wojowników. Nieświadomi rekruci zerwali się z łóżek, chcąc zasmakować rozkoszy. Kibie nawet udało się pocałować niewolnicę.
- Gdzie te ręce? – Zapytał Uchiha, który trzymał w talii pewną dziewczyną o różowych włosach i w skąpej sukience – Kobiety są dla prawdziwych gladiatorów, a nie dla niewolników – zaśmiał się perfidnie, przybliżywszy się do dziewczyny, składając jej pocałunek na szyi. Chwilę później zniknął z ową niewolnicą w swojej celi.
Naruto patrzył na to z niemałym zdziwieniem. Orochimaru potrafił zadbać o swoich wojowników.

niedziela, 22 maja 2011

Zapraszam na

Otóż nowy rozdział gladiatorów powinien ukazać się za tydzień :) a dla osób, które lubią moją twórczość zapraszam na moje dwa inne blogi, na których ukazały się kolejne rozdziały.
http://milosc-jak-pozytywka-narusasu.blog.onet.pl/
http://prisoners-yaoi-naruto.blog.onet.pl/

UWAGA

3


2


1


GŁĘBOKI WDECH


W wyniku przekładanych sprawdzianów, mam zawalony kolejny tydzień i nie mogę się skupić na gladiatorach tak jakbym chciała. Związku z czym - rozdział kolejny pojawi się za tydzień. Ale - na prisoners-yaoi-naruto i na milosc-jak-pozytywka-narusasu powinny ukazać się nowe rozdziały, więc miejcie się na baczności :) Oba moje blogi są o naszej najukochańszej parze SasuNaru/NaruSasu. Więc dziwię się troszeczkę, że komentujecie (a więc czytacie) tylko to opowiadanie, którego akcja dzieje się w szkole :) No chyba, że po prostu nie lubicie więziennych klimatów & wulgaryzmów & Mojego ukochanego Szakala <3 (ma troszkę nierówno pod suwitem, ale kocham jego kreacje). Czy ktoś to w ogóle czyta? (moje gadanie). Wybaczcie, ale na prawdę chciałabym się przyłożyć do tego opowiadania i nie chcę popełnić za dużych gaf. [w przypadku moich innych opowiadań - gaf było pełno - ogólnie rozmyślam nad opcją ponownej edycji moich opowiadań  (robiłam dziwne wariacje związane ze zmianą narratorów) i poprawieniu tychże poronionych pomysłów, ale to dopiero za jakiś czas]
Dziękuję!

niedziela, 15 maja 2011

Oda do skarbu Sasuke

Przepraszam, ale jakoś nie miałam chęci do pisania. Trochę się wydarzyło w życiu i takie tam.. Musicie jeszcze trochę poczekać. Nabrałam ponownej chęci do pisania, ale Maj to miesiąc pełen sprawdzianów :/ Jak skończy się ta walka o oceny, to wrócę :)
Póki, co... mogę dodać tandetny wierszyk, któy "miał być" śmieszny...

"Oda do skarbu Sasuke"


Bez serca, bez ducha.
Ktoś mi bezczelnie w szyję chucha!
I mimo wielkiego rygoru,
Sasuke! Dodaj mi wigoru!
Niech wzniosę się nad polankę
Jak twój ptaszek nad rankiem.
W rajski otwór twego bytu,
Będę pukał do odbytu,
Oczekując w nadziei przyjemności
I wyłapując twój głos w ciemności.


Zawiodłem się niesłychanie.
To dopiero jest w cierpieniu konanie!
Twój odbyt jest niczym kraina Mordoru,
Pełno w niej siarkowodoru.
Brakuje tylko tutaj,
(tylko uważnie mnie słuchaj)
Drużyny Władcy Pierścienia,
Która czeka na cud zbawienia.




Mój ty Hadesie!
Co królujesz na sedesie!
Łazienkę mi zajmujesz
I psychikę mą rujnujesz.
Nie zachowuj się jak Madox,
Bo to przecież jest paradoks!
Jeszcze tego mi brakuje
(i wcale tego nie żałuję)
Żebyś występował na golasa,
Co po łące sobie hasa.
Dość mam już kocyków pony,
Z chęcią przerobiłbym je na opony.
Mimo, że niektórzy mają z tym opory,
Wszystko załatwię! Zagonię ich do obory!


Wyłaź z łazienki!
Nie udawaj mi Panienki!
Mój ty Hitlerku!
Ups, przepraszam! Miało być ratlerku!
Twoja władza jest ogromna,
Choć postura bardzo skromna.
 Puknąłeś niejednego Żyda,
Myśląc, się nie wyda.
Teraz widzę na własne oczy,
Ile przeleciałeś ludzkich kroczy.
Teraz twój ptaszek na ziemi się toczy
Jeszcze ktoś cie proces wytoczy,
Za niespełnienie wymagań
Mimo wielu przeciwnością losu zmagań.

sobota, 19 lutego 2011

Rozdział IV

Witam! Muszę wam powiedzieć, że jestem mile zaskoczona waszym okazaniem chęci do czytania w przyszłości podobnych psychiczno/psychodelicznych opowiadań. Myślę, że kiedyś takie jeszcze napiszę i dodam na bloga, bo muszę przyznać, że lubię pisać takie dziwne dziwadła. (nie wiem jak to inaczej nazwać).
Odpowiedzi, co do waszych komentarzy.
Dreigo - Czuję się uradowana z powodu doznania takiego zaszczytu jakim było napisanie przez ciebie najdłuższego komentarza w swoim życiu. ^^
Daimon - nie wiem jak to robisz, ale... ale, no właśnie ale. Muszę zmienić taktykę, bo rozgryzłaś większość moich niedojaśnień w opowiadaniu. Tak, Naruto jest postacią zainspirowaną przez istniejącego w przeszłości gladiatora, nazywającego się Spartacus. (teraz, w celu pogłębiania wiedzy, zakupiłam nawet książkę pt."Powstanie niewolników."). Czerwone coś było Gaarą, jak przewidywałaś.
Kauru/Rii-chan - obecnie napisałam 5 stron A4 w wordzie. Pisząc więcej, potrzebuję więcej ilości czasu :) Niestety. Ale mogę nad tym popracować, by wydłużać stoponiowo rozdziały.

W tym tygodniu nie oczekujcie nowych notek, czeka mnie 7 sprawdzianów/prac klasowych/testów (w każdej szkole inaczej to nazywają). Chodzi o to, że są to prace są na min. 30 minut. Byłoby tego 5, ale jak się było chorym, to się ma bonusiki -,-".

Dziękuję jeszcze życzenia związane z powrotem do zdrowia :) Miło, że się o mnie martwicie :D Muszę powiedzieć, że czuję się dobrze, nie mam nic złamanego, ale mozliwe jest, że zrobiłam sobie coś z kolanem, ale muszę poczekać jeszcze jakiś tydzień, bo może ból bierze się od siniaka znajdującego się w tamtym miejscu :)
Pisałam rozdział przy piosence : Music

~~!~~

Obserwowany pod czujnym okiem człowieka z blizną, szedł posłusznie za jakąś niewolnicą, która miała go doprowadzić do niejakiego Orochimaru. Mężczyzna ten był panem tego domu dla gladiatorów i zajmował się sprawowaniem kontroli nad szkoleniem niewolników na przyszłych wojowników, wystawiając ich później na arenę w nadziei na uzyskanie sławy i chluby dla swojego domu. Oczywiste było, że za ta chwałą, kryły się także pieniądze, bo jakże by inaczej. Niemniej jednak, był wdzięczny temu dziwnemu facetowi za uratowanie jego życia, bo to on zaproponował cesarskiemu legatowi odkupienie go z rąk handlarza, który robił interesy w imieniu przełożonego władcy Rzymu. Był tylko ciekaw, co teraz usłyszy od tego trupio bladego mężczyzny o szorstkiej cerze i małych oczach. Być może się pomylił i Orochimaru będzie chciał go poćwiartować na milion kawałków na oczach swojej żony, aby pokazać jej swoją waleczność i odwagę? Rzymianie mieli naprawdę dziwne usposobienie.
- Wzywał mnie pan? – stanął wyprostowany, spoglądając odważnie w oczy swojego właściciela o długich, czarnych włosach. Orochimaru leżał na łożu pełnym poduszek, opierając się wygodnie i wyglądając niczym śpiąca Wenus autorstwa Gregorion’a, z tą jednak różnicą, że mężczyzna był odziany w przewiewną, białą szatę, a wokół niego stały dwie młodziutkie niewolnice, które usługiwały mu, podając winogrona i wachlując liśćmi palmy.
- Tak, jak pamiętasz, obiecałem ci załatwić lekarza i tego słowa dotrzymałem. Ale nic za darmo – ostrzegł, uśmiechając się perfidnie. Nie kupował byle, jakiego towaru do marnych zadań. Widział w tym chłopaku potencjał. Ten błysk w oczach, który mówił, że jest w stanie zrobić wszystko, aby się zemścić i uzyskać wolność. To była jego nowa przepustka do sławy.
- To nic nowego w tym zepsutym świecie. – odpowiedział zgodnie z prawdą, panującą w Rzymie. Jego oczy wciąż przyglądały się bacznie Orochimaru, który siedząc wygodnie na loży, dzierżył kieliszek wytrawnego wina w ręce. Rozkoszował się tym trunkiem, uśmiechając się z satysfakcją w stronę Naruto. Mimo to, blondyn stał nieruchomo, kątem oka zerkając po kątach w pomieszczeniu, w którym znajdowały się jeszcze dwie, skąpo odziane niewolnice, stojące przy drzwiach. Najwidoczniej jego pan lubił przebywać w towarzystwie kobiet.
- Bystry z ciebie chłopak. – zauważył, choć spodziewał tego po dawnym generale Traków. Była to kolejna zaleta, która mógł śmiało dopisać na listę nowo nabytego niewolnika. Nie często zdarzają się jeńcy o wysokim ilorazie inteligencji, a to świadczyło z kolei, że Trak będzie miał już pewien rodzaj przewagi na arenie.
- Co mam zrobić? – spytał bez ogródek, mrużąc oczy w wyczekiwaniu na odpowiedź. Nie uśmiechało mu się ciągłe wyczekiwanie na udzielenie mu odpowiedzi ze strony bladego człowieka.
- Przeżyć za wszelką cenę. – rzucił szybko, poczym dodał jeszcze - Masz żyć i sięgnąć po chwałę dla tego domu, a później upokorzyć i zniszczyć legata. – odparł, podnosząc się na nogi i podchodząc do stojącego na baczności gladiatora w celu przyjrzenia mu się uważnie. Uśmiechnął się jeszcze z satysfakcją, badając każdy skrawek ciała jego nowego nabytku.
- Nawet bez rozkazu pana, dokonałbym tych rzeczy. – odwzajemnił uśmiech, spoglądając odważnie w uradowane, miodowe tęczówki. Nie trudno było się domyślić, że obaj byli z tego faktu niezmiernie zadowoleni.
- Dobrze. – stwierdził, kładąc swoją bladą rękę na ramieniu blondyna – nie spodziewałem się, że będziemy się tak świetnie dogadywać – na jego twarzy błąkał się triumfalny uśmiech. – teraz chodź, czas na lekarza. Musisz być w pełni sił, aby przynieść mi chwałę - wyciągnął rękę ku górze, zaciśniętą w pięść jakby tymi słowami wypowiadał wojnę samym bogom Panteonu.

Leżał na jakiejś gołej desce, która w tym miejscu robiła za łóżko. Była cała ubrudzona krwią i pachniała stęchlizną. Znajdował się obecnie w pomieszczeniu przeznaczonym dla rannych. Musiał stwierdzić, że nie było tutaj zbyt przytulnie. Kilka desek, stolik z różnymi specyfikami, noże z dziwnymi ostrzami, alkohol… o! To ostatnie nie doprowadzało go, do aż takiego poczucie beznadziejności, ale wiadomo przecież, że rany polewa się trunkiem i jest to dość bolesny zabiegł. Obrócił głowę w stronę czarnowłosej kobiety, która przypomniała o sobie, robiąc hałas w przeszukiwaniu potrzebnych rzeczy do przygotowania lekarstw, strącając buteleczki nieuważnie. Wydawało mu się, że wrzucała ona najróżniejsze zioła do miseczki ubijając je i polewając czymś, co później wymieszała z niemałą trudnością. Przypatrując się jej w chwili obecnej, rozmyślał nad tym, czy będzie musiał wypić to ohydztwo, czy być może papka eliksiru wyląduje na jego skatowanym ciele. Osobiście wolał drugą opcję, bo nigdy nie wiadomo, co znajduje się w eliksirach cud. Być może znachorka pomyliła jakieś składniki, skazując tym sposobem blondyna na śmierć, który w gruncie rzeczy, chciałby jeszcze pożyć na tym brutalnym świecie. Wracając jednak do kobiety. Była ona raczej znana, bo zapewne nie nosiłaby bogato szytej sukni z jedwabiu na jedno ramię. Materiał był koloru ciemnej zieleni, co dla Naruto było idealnym połączeniem zawodu z ubraniem. Znana znachorka ubrana w ciemno zieloną suknię.
- Gdzie czujesz najdotkliwszy ból? – spytała nagle, wyrywając Traka z analizy jej osoby. Nawet nie spojrzała na niego, będąc zajętą mieszaniem specyfiku.
-Myślę, że w klatce piersiowej – odpowiedział, ledwo zaczerpawszy odpowiedniej ilości powietrza do płuc. Podejrzewał, że musiał mieć obtłuczone kilka żeber.
- zaraz to sprawdzę – rzekła, dokończając mieszanie zielonej breji. – Połóż się na plecach – rozkazała, podchodząc do niego i kładąc na jego klatce piersiowej swoje ręce, którymi uciskała stłuczone ciało – Powiedz, w którym miejscu najbardziej cię boli.
- Sss – syknął. – tu najbardziej – odpowiedział, kiedy kobieta nacisnęła na fragment ciała pod mostkiem.
- Nie jest źle – stwierdziła. – To poważne obtłuczenie i siniak. Może lekko naruszone żebra, ale mogło być gorzej. Nie mówię, że ból zniknie wciągu paru dni. Może to potrwać dwa tygodnie, ale lepiej żebyś trzy dni odpoczął, bo inaczej nadwyrężysz się jeszcze bardziej i proces leczenia wydłuży się do paru miesięcy.
- Niech pani to powie mojemu panu. To nie ode mnie zależy. – skrzywił usta jakby zjadł plasterek kwaśnej cytryny. A spowodowane było to tym, że kobieta polała spirytusem jego ranę na plecach.
- I po to tu jestem. – szepnęła za jego uchem - Trzy dni i możesz wracać do ćwiczeń.
Oczywiście na słowach znachorki się nie skończyło. Podała mu zielonkawo-brunatne lekarstwo, które kazała mu brać przez dwa tygodnie w celu wzmocnienia organizmu. Dała mu także maść, którą miał się smarować, aby przyśpieszyć kurację leczenia oraz oczyścić rany z bakterii.

Pod koniec dnia, wrócił na spoczynek wśród gladiatorów. Nikt już raczej nie zwracał nań uwagi, z powodu wyczerpania po męczącym dniu. Także, więc skradł się cicho do wyznaczonego miejsca i położył się na drewnianej konstrukcji łóżka, okrytej byle, jakimi materiałami, które miały służyć za wygodę.
Następnego dnia rozległ się krzyk Doktorka, oznajmującego pobudkę oraz dźwięk uderzanego bata w metalowe pręty od tak zwanych cel – wyznaczników miejsc spędzonych nocy niewolników. Naruto z ledwością wstał na nogi. Ból obtłuczonego ciała nie pogorszył się, choć mimo to, wciąż usilnie doskwierał. Siedział jeszcze przez chwilę, zastanawiając się, co ma począć. Miał zakaz ćwiczeń przez trzy dni, ale to nie oznaczało, że miał siedzieć bezczynnie. Z takim też założenie, poszedł zobaczyć trening swoich kompanów niedoli.
Obserwując niewolników Orochimaru, zapragnął do nich dołączyć. I nie, on wcale im nie zazdrościł, ale myślał raczej kategoriami, że będzie do tyłu ze sprawnością, zwłaszcza, kiedy jego zapał do ćwiczeń podjudził pewien bohater z legend, od którego usłyszał:
- Pupilek pana nie musi pracować? Czyżby to jakieś układy, o których nie mam pojęcia? – były to oczywiście słowa pana mądralińskiego, który drażnił Traka na każdym kroku, wbijając mu szpilę, kiedy tylko nadarzyła się ku temu okazja.
- Kyuubi! – wydarł się wściekle Orochimaru, który wszedłszy na teren treningu zauważył „ćwiczącego” skazańca. – chodź tu do mnie na chwilę – syknął, wlepiając w jego osobę spojrzenia swoich małych, trochę skośnych oczu. Nie podobała mu się postawa jeńca. Kto normalny by się forsował, kiedy miał odpoczywać?
- Tak? – spytał, podchodząc do niego, ociera wszy pot z czoła.
- Co ty sobie wyobrażasz?! – wlepił w niego morderczy wzrok - Miałeś leżeć przez te pieprzone trzy dni, a ty jak szaleniec bez mózgu zabierasz się za ciężki trening! Czy ty w ogóle słyszałeś, co mówiła ta baba od lekarstw? Nie po to kazałem jej ciebie zbadać! – Orochimaru wydawał się naprawdę rozwścieczony zaistniałą sytuacją. Zresztą, każdy by był, gdyby znał drugą pobudkę odkupienia Traka z rąk śmierci. Właściciel domu dbał o swoje interesy.
- Wybacz, ale nie mogę sobie pozwolić na to, aby reszta twoich podwładnych zauważyła, że mi pobłażasz, w czasie, kiedy oni wyciskają siódme poty. Nie uważasz, że jest to podejrzane? – bronił się, usilnie utrzymując spokój ducha. Nie mógł się nikomu narażać w czasie niedyspozycji.
- Zgoda, możesz trenować, ale nie rzucaj się na głęboką wodę. – zgodził się, przeanalizowawszy wcześniej słowa blondyna - Nie możesz się forsować, bo nie po to cię kupiłem. – spojrzał na niego, oczekując potwierdzenia ze strony skazańca, który po chwili pokiwał głową na znak, iż rozumie. Konsul ludusu odwrócił się w stronę barczystego mężczyzny z batem.
- Ibiki! Dopilnuj, żeby Trak przez trzy dni za mocno się nie forsował. Chcę jeszcze mieć z niego użytek. – zaakcentował ostatnie słowo, dając tym samym do zrozumienia, że skazaniec ma wyjść cało z treningów zapowiedzianych przez wspomniane dni.
Doktorek kiwnął potakująco głową, uśmiechając się pogardliwie w stronę nowego jeńca. Trzeba mu przyznać, że ulokował się na najwyższej pozycji, zatytułowanej mianem „najprzeraźliwszego człowieka, stąpającego po ziemi.” Naruto czasem się zastanawiał, czy Orochimaru nie wyciągnął Doktorka z piekielnych otchłani, bo tylko tam pasowała muskularna postać i brutalny charakter człowieka z blizną na twarzy.
Mimo to, trener niewolników usłuchał pana i posłał Traka na ćwiczenia w „pajęczej sieci”, którą była obszarem urozmaiconym przeszkodami przyziemnymi, takimi chociażby jak dziury w ziemi i zawiedzoną siatką, przez którą trzeba było przejść, stawiając nogi w odpowiednie, wyznaczone miejsca w czasie rokordowym. To ćwiczenie miało na uwadze poprawienie szybkości i zwiększenie logicznego myślenia, bo każda nieuwaga wiązała się z siniakiem i upadkiem, a każde niepowodzenie posyłało ćwiczącego na miejsce startu.
W środku dnia pogoda zrobiła się bezduszna. Słońce grzało ciała ćwiczących gladiatorów. Pot lał się litrami. Nieuwaga i pragnienie rosło na sile. Nic dziwnego, była to godzina, w której słońce górowało na niebie najwyżej wciągu dnia. Widząc męki, skazańców, podarowano im krótki odpoczynek, dopóki skwar panujący w Kapui, nie zmniejszy się.
Mężczyźni odetchnęli z ulgą, zasiadając przy stole w oczekiwaniu na popołudniowy posiłek. Wiadomo, że ćwiczenia zmagały apetyt, a ich wydaje się, bezdenne studnie pomrukiwały groźnie domagając pożywienia niczym stado lwów, zamkniętych w klatce, czekających na świeże mięso.
- Jak dobrze! – mruknął zadowolenie jeden z gladiatorów, opadając na ławkę i kładąc tyłów wraz z rękoma na stole. Odróżniał się od większości mężczyzn przez swoje srebrzyste włosy, które nijak pasowały do jego młodzieńczej twarzy, – ale jestem zmachany! Przy tym upale ledwo się ruszam! – jęknął, kładąc swoje ręce na głowę – jeszcze udaru dostanę!
- Nie marudź. Ciesz się wolną chwilą, nie wiadomo, kiedy przyjdzie następna. – burknął mężczyzna o czarnych, przydługich włosach, który przypatrywał się jednemu z swoich gladiatorskich braci. W domu Orochimaru był zwyczaj nazywania siebie braćmi, jeśli niewolnicy zasłużyli na znak. To znaczy na wypalany przez Doktorka fragment skóry, przez przyłożenie gorącej stali w kształcie spirali do ramienia. Bez tego znaku, nie było się traktowanym z szacunkiem. Dlatego też nowi rekruci nie mieli się najlepiej.
- Haha, patrz, co robi Dosu – wskazał na mężczyznę, który opróżniał swój żołądek, napełniając garnek z jedzeniem dla nowo przybyłych – Ten skurwiel nie zna litości, hehe – zaśmiał się po raz kolejny.
Uchiha także odwzajemnił śmiech swego kompana, obserwując jak chwilę później rekruci nakładają sobie posiłek na gliniane talerzyki.
- Tfu! – wypluł jedzenie, które przed chwilą wziął do buzi i wytrącił miskę z rąk Naruto, roztrzaskując ją.
- Ej! – blondyn spojrzał na niego wściekle, wyczekując od chłopaka z tatuażami na policzkach jakiejś sensownej wymówki.
- Bydlaki naszczali do kaszanki – mruknął niewyraźnie, plując we wszystkie strony w celu pozbycia się niemiłego posmaku zalegającego w ustach.
Naruto spojrzał na swoją miskę, by po chwili przenieść wzrok na szczerzącego się osobnika o bladej cerze. Zacisnął usta w cienką linię i wstał, podążywszy w kierunku bruneta.
- Aż tak ci do śmiechu, gnido?! – syknął wściekle, patrząc w czarne, rozbawione tęczówki Uchihy. Nienawidził tego faceta, bo uważał siebie za władcę świata. W dodatku, za wiele sobie pozwalał.

piątek, 18 lutego 2011

Interpretacja "Psychodelicznego umysłu"

OSTRZEŻENIE - JEŚLI NIE CZYTAŁEŚ/AŚ ONESHOT'A, TO NIE ODBIERAJ SOBIE ZABAWY, CZYTAJĄC PONIŻSZY TEKST. WRÓC, GDY PRZECZYTASZ TEKST, O KTÓRYM TUTAJ MOWA.

Postanowiłam poświęcić osobną notkę na wyjaśnienia, bo wydaję mi się, że jest tego dość sporo do tłumaczenia.
Niektóre wasze spostrzeżenia były jak najbardziej trafne. Naruto cierpiał na schizofrenię, ale...
1. Akcja rozgrywa się wciągu dwóch dni.
Zwróćcie uwagę, że spotyka przyjaciela po wyrzuceniu go z domu. "bolało go jednak, że został pozbawiony dachu nad głową w czasie, kiedy dzielił go jeden dzień od wielkiego występu w meczu siatkówki." - jest to także nawiązanie, do czasu fabuły. Przecież pod sam koniec jest scena w szatni przed występem w meczu.
I tu zaczynają sie schody. Czy on to sobie tylko wyobrażał, czy to działo się rzeczywiście?
Powiem tak: większość wydarzeń MIAŁA miejsce w rzeczywistości. Problem w tym, że Naruto utożsamiał osoby ze swojego otoczenia z Sasuke. Był nim tak jakby zafascynowany, zakochany. Sasuke był jego ideałem, osobą z którą chciał się równać. Stąd ta absurdalność pierwszej sceny. Pijany mężczyzna zaczyna mówić w formie żeńskiej. Domyślałam się, że na początku pomyślicie, że najwyraźniej w świecie się pomyliłam, używając takiej formy, ale zabiegł ten był zamierzony.  Jak Kauru zauważyła, pijanym mężczyzną była matka Naruto.
"Nagle oprzytomniał." - są to dwa krótkie słowa, które nakierowują czytelnika na to, że ta scena nie była do końca realna. Bo co znaczy, że nagle oprzytomniał? To znaczy, że miał świadomość, co się takiego wydarzyło. Innym słowem: pomylił matkę z Sasuke.
Druga scena.
Myślę, że nie ma tu dużo do tłumaczenia. Był to jedyny, najprawdziwszy moment w życiu Naruto. Faktycznie spotyka Sasuke, który zaciąga go na imprezę. Nie ma tu żadnej filozofii.
Trzecia scena.
Hmm. Tu pojawiały się dwie opcje. Imaginacja umysłu Naruto czy upojna noc spędzona z tajemniczą osobą? Powiem szczerze, że jak pisałam ten fragment, to sama się nad tym zastanawiałam, ale doszłam do wniosku, że... była to imaginacja. Jest to noc, którą spędził "poza" domem. Poszedł się zabawić do klubu. I nie jest to napisane, wprost, ale można się domyślić, że blondyn najwyraźniej w świecie wziął jakiś narkotyk, po który miał "jazdy".
Czwarta scena.
Moment tego wydarzenia ma miejsce wczesnego ranka. Zatroskany "Sasuke" martwi się o Naruto i... "Martwię się o ciebie. Odkąd nie mieszkamy razem, nie ma dnia, w którym nie bał się o ciebie. Nie powinien był ciebie z nią zostawiać." - czy tak mówi przyjaciel? Pomyślcie. Bo nie wydaje mi się, żeby Uchiha wcześniej mieszkał z Naruto, zostawiając go z matką alkoholiczką. Poza tym: "Jednak po chwili odsunął się od niego. To nie był ten zapach." - kolejne dwa zdania, które sugerują, że osobą, do której przytula się Naruto nie jest Sasuke. A więc kim jest osoba, która się tak bardzo o niego martwi? Ja wyobrażałam sobie na tym miejscu ojca Naruto, który rozwiódł się z jego matką i czuł się winny, że jego syn musi mieszkać z taką pijaczką pod jednym dachem.
Piąta scena.
Akcja rozgrywa się w szkole, i tu już jest większe zamieszanie. Otóż fikcja przeplata się z rzeczywistością. Nie można być do końca pewnym, co się wydarzyło, a co nie miało miejsca. Także, więc, spróbuję to wyjaśnić. Scena jest jak najbardziej prawdziwa do momentu, w którym Naruto pyta z powątpieniem, czy aby na pewno nie spędził wspólnej nocy  z Sasuke."N-ni-e? – spytał z powątpieniem, a w jego oczach pokazał się zarys paniki. – To, z kim ja..? ". Tutaj bohater zaczyna sobie tworzyć obraz, którego w gruncie rzeczy chciałby uniknąć. W szatni nie ma już Uchihy. Najprawdopodobniej wyszedł, mówiąc coś do Naruto, który go już nie słuchał. Jest to moment, w którym blondyn zaczyna nienawidzić bruneta. W jego umyśle, Sasuke go wyśmiewa i chce go wykorzystać. Koncepcja ideału kochanka pryska jak mydlana bańka (ale się rymło). Miałam w tej scenie obraz, w którym Naruto stoi przed lustrem, wyobrażając sobie starcie z Sasuke. Stąd do rozbite szkło i krew, którą później był umazany Naruto. A więc wyobrażona krew Uchihy, tak naprawdę należała do blondyna, który w swojej wyobraźni "zabił" Sasuke.
Później widzimy właśnie, jak kapitan wraz z drużyną wpada do szatni, przerażony krzykami chłopaka. Uzumaki wprawdzie nie jest przerażony śmiercią bruneta, ale ma w głowie obraz krwi, która brudzi jego ręce i niszczy mu życie. Krzycząc "nie", panikował raczej nad swoim położeniem.
Scena szósta.
Szpital. Co tu dużo mówić? Pielęgniarką jest Tsunade, która rozmawia z chorym pacjentem i usiłuje wyciągnąć od niego informacje na temat jego halucynacji. Możliwe jest, że są to objawy spowodowane zatruciem czy czymkolwiek innym. Raczej po incydencie w szatni, karetka nie wiezie chorego do wariatkowa, uprzednio go nie zbadawszy.
"Zabiłem go" - Naruto ma tu na myśli wyrzucenie z Sasuke z jego głowy. Już nie utożsamia sobie ludzi z brunetem, bo zamiast pielęgniarki, widziałby bruneta. Innym słowem - zabił go mentalnie. Dlatego mówi, że Sasuke żyje w świecie kobiety, a w jego już nie. Można powiedzieć, że odzyskał zdrowy rozum, który jednak aż taki zdrowy nie był.
Mam nadzieję, że choć trochę zrozumieliście, co autorka miała na myśli :) Możecie jeszcze raz przeczytać tą jednopartówkę z małą pomocą.
1. Akcja toczy się w przeciągu dwóch dni.
2. Naruto utożsamia bliskie osoby z Sasuke.
3. Pijanym mężczyną jest jego matka.
4. Nie spędził upojnej nocy z nieznajomym/Sasuke.
5. Spotyka się z zatroskanym ojcem przed meczem.
6. Nie zabija Sasuke, ale kaleczy własne ciało.
7. Ląduje w szpitalu, mówiąc, że zabił bruneta w swoim umyśle.

Dziękuję Daimon za muzykę ;*, właśnie zauważyłam twój komentarz. Z rana przesłucham wszystkiego!